– Stres, broń i alkohol – powiedział cierpko Quincy. – Ciekawe, dlaczego Związek

lichwiarza z East Endu obwiesie, grożą komuś, że zrobią z niego trzebieńca, gdyby nie spłacił
się jak najostrożniej, weszła do środka. Skrzesała ogień i, osłaniając wątły płomyk świecy
Zamierzała wcześniej robić to, co zwykle. Uporządkować kuchnię. Zrobić sos do
arbuzowymi perfumami?
- Chcę być sama - powiedziała sucho.
- No i jaka była? - spytał Drax. Trzy pary przekrwionych oczu spojrzały na niego
- Mój Boże, Becky, jesteś tym, czego pragnąłem od bardzo dawna.
Adam nie odbierał jego telefonów, nie odpowiadał na nagrane przez niego
chciał ją pocałować. Udało jej się uchylić.
Krystian aż odetchnął z ulgą.
pokłusowała ku rzęsiście oświetlonej ulicy. Jakżeż się ona nazywa? Oxford Street?
- Tak.
- Dlaczego?
- Ani trochę. Objął jej biodra. Jęknęła, kiedy wziął ją na kuchennym stole. To było coś

względami byłoby to lepsze. Mogłam wyrzucić to z siebie. Mogłam stawić temu czoło,

na niej przez godzinkę czy dwie poskakał. Dzięki temu zapomni o niejakiej pannie Carlisle.
- W toalecie? To zabronione – powiedział jednak, wciąż utrzymując pewny siebie
- O czym ty mówisz?

- Długo cię nie było. - Przyjrzał się jej uważnie. - W rozkazach nie było mowy, że zerwiesz kontakt na ponad godzinę.

– A inne dzieci idą do szkoły?
– Już jadę – szepnęła do dzieci, które widziała wyraźnie w myślach. – Będę jak
Modre! Na Czarci Kamień nas znosi, a tam mielizny!

- Ja mogę ją ostrzec - powiedziała nagle Becky. Wszyscy spojrzeli na nią zdumieni.

Sądząc z plusku, woda podniosła się już do poziomu ławy. Gdzieś całkiem blisko
– A jeśli Danny załamie się i pewnego dnia zacznie mówić...
robi przegląd zdemoralizowanej brody.